Opublikowano Dodaj komentarz

Czy wiecie że… Psi węch to zmysł doskonały?

Węch dostarcza psu najważniejszych informacji o otaczającym świecie. Jest najlepiej rozwiniętym zmysłem, niemalże idealnym. Węch psa pracuje od momentu narodzin i zanika jako ostatni. Szacuje się, że psy potrafią rozpoznawać zapachy Nawe 10 tysięcy razy lepiej niż ludzie. Opuszka węchowa w mózgu psa, która jest swoistym centrum odbierania, analizy i pamięci zapachów jest u psa 40 razy większa niż u człowieka. Nabłonek węchowy w nosie psa posiada nawet 300 milionów (!) komórek receptorowych rozmieszczonych na powierzchni 400 cm kwadratowych. Człowiek ze swoimi 6 milionami komórek receptorowych wypada raczej marnie.

Psy za pomocą węchu potrafią rozpoznawać stany emocjonalne innych zwierząt i ludzi. Myśliwi chętnie korzystają z psiego nosa do tropienia zwierzyny. Psi węch jest wykorzystywany w bardzo wielu dziedzinach życia. Psy potrafią rozpoznać raka na podstawie próbek zapachowych pobranych od pacjentów, potrafią wykryć nadchodzący napad epilepsji czy spadek cukru. Wyszukują substancje takie jak tytoń, narkotyki, materiały wybuchowe, a nawet duże partie pieniędzy. Psy skutecznie pracują w służbach ratowniczych szukając zaginionych ludzi w terenie otwartym, pod gruzami zawalonych budynków po katastrofach budowlanych, w lawiniskach czy w wodzie. Są także wykorzystywane do poszukiwań zwłok ludzkich. Wybitnym węchem, najlepszym z najlepszych może pochwalić się pies Świętego Huberta, czyli bloodhound. Jednak psy te są stosunkowo rzadko wykorzystywane do pracy ze względu na wysoką samodzielność i trudność we współpracy z człowiekiem.

Pamiętaj, że nos Twojego psa też ma potencjał! Nie zaniedbuj tej niezwykle ważnej psiej aktywności, jaką jest praca nosem. Praca węchowa szybko i w pozytywny sposób męczy psa oraz sprawia, że Twój pies nabierze samodzielności, pewności siebie, wpłynie pozytywnie na równowagę mentalną. Twój psi przyjaciel będzie po prostu szczęśliwy!

Krzysztof Miszkiel

Spod znaku psa

Opublikowano 2 komentarze

A czas ucieka… Dlaczego nie pozwalam właścicielom psów na odwlekanie?

Zdecydowana większość właścicieli psiaków, którzy zgłaszają się do mnie z jakimś problemem, rzeczywiście chce pracować i coś zmienić. Zdarzają się jednak wyjątki. 

Mój system konsultacji behawioralnej, wypracowany przez lata, poprzedzony różnymi schematami pracy, na dzień dzisiejszy wydaje się najbardziej miarodajny i pozwalający na realną ocenę możliwości psa, zaangażowania właścicieli, nakreślenie realnych celów i planu dalszej pracy. Praktycznie nie prowadzę pojedynczych spotkań. Jest ku temu kilka powodów.

Po pierwsze dlatego, że oczekiwania właścicieli są często nierealne. Większości problemów nie da się rozwiązać za pomocą magicznej różdżki po jednorazowym godzinnym spotkaniu z psem. Nasze często życzeniowe myślenie oparte o programy telewizyjne, gdzie człowiek w ciągu 45 minut “zaczaruje” psa i problem zniknie, jest po prostu kompletnie oderwane od rzeczywistości. Zmiana zachowania psa wymaga czasu, wysiłku, systematyczności i pracy (nierzadko ciężkiej i zdyscyplinowanej).

Po drugie jeśli mam pomóc psu i jego właścicielom, to potrzebuję informacji zwrotnych. W przeszłości często bywało tak, że po pierwszym spotkaniu kontakt się urywał. Z jakich powodów? Czytaj dalej.

Po trzecie stawiam na klientów, którzy faktycznie oczekują zmiany i są zdeterminowani do pracy z psem. Niestety zwykle jest tak, że chcemy podjąć wyzwanie, poświęcić czas, trenować, zmieniać świat, żeby tylko naszemu przyjacielowi poprawić życie, aż do…

…momentu, kiedy trzeba zacząć to robić. Wtedy ze zdziwieniem odkrywamy, że zrobimy to jutro, bo dziś zakupy, pranie, wyjazd, znajomi, urodziny, imieniny, zmęczenie, praca i tak dalej. Prawda jest prosta: kto chce, szuka sposobu, kto nie chce szuka wymówek.

Aby uniknąć takich sytuacji, jakie opisałem wyżej, konsultacja obejmuje dwa spotkania. To też powinno – i najczęściej tak właśnie jest – mobilizować właścicieli do treningu, wprowadzania zaleceń w życie i do realnej zmiany. Jednak niezwykle ważny jest czas. Z jednej strony czas, który daję psu i opiekunowi, z drugiej strony czas, który i tak ucieka, a do którego marnowania mamy tendencję (i znowu wymówki, znowu codziennie obiecujemy sobie, że już od jutra zaczniemy…).

Dlatego czas między pierwszym a drugim spotkaniem zwykle wynosi 2-3 tygodnie – wystarczająco dużo, żeby wprowadzić pierwsze zmiany, żeby rozpocząć trening, ale też wystarczająco mało, żeby nie mieć możliwości przekładania na później. Jeśli drugie spotkanie nie dochodzi do skutku w ciągu miesiąca od pierwszego – przepada. Chcesz pracować – powiem Ci jak, ale bierz się do roboty. Nie chcesz? Nie marnuj swojego i mojego czasu.

Jednak najlepszy system zawodzi, gdy w grę wchodzą inne czynniki niż dobro psa. Wiele osób wcale nie chce rozwiązać problemu psa, lecz móc go rozwiązywać. Dopóki problem jest, to: mamy o czym rozmawiać ze znajomymi i z sąsiadami, mamy poczucie własnej heroicznej walki o dobro psa, często jesteśmy podziwiani za to ile serca poświęcamy czworonogowi…

A gdyby problem został rozwiązany? Cała magiczna historia wokół naszej osoby, którą nieraz budowaliśmy latami po prostu by zniknęła. Jak pęknięta bańka mydlana. Wielka pustka. Dlatego stawiam warunki. Stawiam konkretne, ale realne wymagania opiekunom, którzy decydują się na współpracę ze mną. Mnie interesuje dobro psa, a nie dobre samopoczucie właściciela. Przy właściwej relacji te dwa elementy i tak pójdą ze sobą w parze – szczęśliwy pies to szczęśliwy właściciel. A jeśli właściciel jest szczęśliwy tylko wtedy, gdy nieszczęśliwy jest pies?…

Nie marnuj czasu. Nie szukaj wymówek. Nie udawaj, że pracujesz, i nie oszukuj – oszukujesz tylko samego siebie. Czas i tak upłynie – możesz go wykorzystać, albo zmarnować – wybór należy do Ciebie. Tak samo, jak dobro Twojego psa.

Krzysztof Miszkiel

Spod znaku psa

Opublikowano Dodaj komentarz

O zabawce słów kilka…

O psie zabawki dzisiaj nie trudno. W każdym sklepie zoologicznym znajdziemy ich dziesiątki. Od gumowych piszczących, przez piłeczki, sznurki, po różnej maści pluszaki. Stajemy przed pytaniem: jaką zabawkę wybrać do szkolenia? Która zabawka będzie atrakcyjna? Jaki szarpak sprawi, że wspólna zabawa będzie dla psa frajdą i zachęci go do pogoni? Napiszę Wam dzisiaj co polecam i dlaczego.

Gumowy kurczak, piłeczka czy pluszak?

Wchodząc do pierwszego lepszego sklepu możemy się pogubić. Na półkach leży tyle różnorodnych zabawek dla psów, że nie sposób przetestować wszystkich. Dlatego musimy dokonać wyboru, jaki rodzaj zabawki będzie odpowiedni.

Po pierwsze: co lubi nasz pies? Tego akurat nie dowiemy się, dopóki nie spróbujemy. Psy mają swoje indywidualne preferencje co do materiału, z jakiego powinna być wykonana idealna zabawka. Niektóre uwielbiają gumowe kurczaki czy świnki-chrumki, inne będą szaleć za nogawką ze starych spodni 😉 Jednak zdecydowana większość psów nie pogardzi pluszakiem albo innym szarpakiem z miękkiej, przyjemnej w dotyku tkaniny. Dlatego polecam tego typu zabawki dla psów początkujących, które niezbyt chętnie się bawią albo dla psów młodych – takie zabawki będą bezpieczniejsze przy szarpaniu dla psiego uzębienia niż np. twarde sizalowe sznurki. Oczywiście jeśli masz silnego dorosłego psa, to taki twardy pleciony sznurek albo skórzany aport też będzie doskonałym wyborem.

Po drugie: zabawka do rzucania czy do szarpania? Bardzo wiele psów uwielbia aportować. Wygodną zabawką do rzucania na pewno będzie piłeczka. Jednak nie każda piłeczka jest bezpieczna – ale o tym za chwilę. Psy, które zdecydowanie bardziej wolą przeciągać się szarpakiem z opiekunem albo gonić uciekającą zabawkę, prawdopodobnie będą bardzie zadowolone właśnie z szarpaka typu sznurek lub miękka zabawka na dłuższej rączce. Tutaj pojawia się też dylemat, czy rączka powinna być amortyzowana czy nie. Rączka z zaszytym amortyzatorem niweluje silne szarpnięcia, co czasami może zwiększyć komfort właściciela. Ale niektóre psy czując, że zabawka nie stawia należytego oporu, rezygnują z takiej zabawy – wtedy zdecydowanie powinniśmy wrócić do zabawki bez amortyzowanej rączki.

Po trzecie: czy zabawka jest bezpieczna? Przede wszystkim trzeba dobrać wielkość zabawki do psa. Zabawka nie powinna być taka, którą pies łatwo połknie. Gdy wybieramy piłeczkę do aportowania, to wybierzmy raczej większy rozmiar i taką ze sznurkiem. Znam historię psów, którym zbyt mała piłka wpadła wprost do gardła. To bardzo niebezpieczne – okrągłego przedmiotu w zasadzie nie da się wyciągnąć i pies może się nawet udusić. Dlatego pamiętajmy – piłki tylko na sznurku i dość duże. Osobną kwestią są zabawki z małymi elementami, jak luźne frędzle, albo zabawki gumowe. Takie rzeczy przy odgryzieniu – jeśli pies ma skłonności destrukcyjne 😉 – również mogą stanowić poważne zagrożenie dla psa, jeśli psiak je połknie. Dlatego pamiętajmy, by minimalizować ryzyko i wybierać zabawki z rozsądkiem.

Zabawka idealna?

Zapraszając psiaki na zajęcia zwykle sugeruję zabranie ze sobą kilku rodzajów zabawek – możemy w ten sposób sprawdzić psie preferencje. Jednak najczęściej świetnie sprawdza się polarowy długi szarpak albo wcześniej wspomniana nogawka ze starych spodni, na której możemy zawiązać dodatkowy supeł. Takie zabawki mają kilka zalet:

  • ze względu na materiał są względnie bezpieczne dla psich zębów
  • świetnie udają “uciekającego zająca”
  • są długie, więc można bez problemu bawić się na poziomie psa lub na ziemi, co sprawia, że nie prowokujemy psa do skakania na przewodnika, a sama zabawa jest przyjemniejsza
  • nie są zabawkami do aportowania, lecz do wspólnego przeciągania – taka zabawa buduje zaufanie i wzmacnia dobrą relację – wspólne upolowanie i rozszarpanie zwierzyny wzmacnia wieź.

W ostatnim czasie pracuję z Dumbo, którego opiekunka odrobiła lekcję z zabawek 😉 Dumbo ma bardzo długi polarowy szarpak, który uwielbia, a przy okazji ma coraz mniej szans na łapanie za dłonie, co jest jego problemem. Dla psów, które uczą się poprawnej zabawy to idealny wybór – polecam!

Podsumowując: dobra zabawka to zabawka bezpieczna, pozwalająca na swobodną zabawę (wystarczająco długa), taka, którą pies lubi i… niekoniecznie ze sklepu. Idealną zabawkę zrobisz z niepotrzebnych rzeczy, takich stare jak ubrania czy koc 😉

Krzysztof Miszkiel

Spod znaku psa

Opublikowano 2 komentarze

Jaką karmę wybrać?…

W psich grupach w mediach społecznościowych jednym z najczęściej – jeśli nie najczęstszym – pytaniem zadawanym przez właścicieli psów jest “Jaką karmę wybrać?”, “Czym karmicie szczeniaka?”, “Jaka dobra karma dla tej rasy?”.

Zwykle odpowiedzi są kompletnie nietrafione, bowiem inni właściciele zachwalają określone marki karm, które podają własnym psom. Problem polega na tym, że wielu z nich nie ma żadnego porównania z innymi karmami, albo porównanie niewielkie, dotyczące tych karm, których sami wcześniej używali. Ogranicza się to zazwyczaj do 3-4 produktów i tyle. Taka odpowiedź nie jest w żaden sposób miarodajna i rzetelna.

Odrębną kwestią jest wiedza, a właściwie jej brak, dotycząca suchych karm, tego, co w nich siedzi, z czego są produkowane, w jaki sposób konserwowane. I jeszcze jedno: umiejętność czytania etykiet… Zwróć proszę uwagę choćby na jedną kwestię: jeśli na karmie jest napisane, że w składzie znajduje się 50% świeżego mięsa, to jak myślisz ile gramów mięsa znajduje się w 100 gramach gotowej karmy? 50?

Otóż nie. Producent podaje ilość produktu użytego do wyprodukowania karmy. To oznacza, że do produkcji 100 gramów gotowego produktu faktycznie użył 50 gramów mięsa. Haczyk jest w tym, że świeże mięso po wysuszeniu, bez wody, zmniejsza wagę nawet o 80%! To oznacza, że w 100 gramach gotowego produktu mięsa będzie zaledwie 10 gramów. Cała reszta to z reguły nieprzyswajalne albo słabo przyswajalne dodatki i wypełniacze, które opakowane we wspaniałe opisy mają sprawić, że masz poczucie karmienia psa produktem superpremium. A to dopiero początek sztuczek, jakich używają koncerny paszowe.

Brakłoby miejsca na serwerze, gdybym dziś chciał rozwodzić się nad tym, co siedzi w suchych karmach i dlaczego większość z nich jest szkodliwa. Dlatego nie o tym będzie ten wpis. Ale zanim przejdę do sedna, zastanów się dlaczego psy naszych babć i dziadków żyły po 15-18 lat na wsiach bez zbilansowanych super pasz (ekhm… KARM 😉 ). Dlaczego wraz z rosnącym rynkiem coraz to wymyślniejszych karm dla zwierząt domowych, dziś pies w wieku 13-14 lat budzi podziw i zdumienie, a większość odchodzi od nas w okolicach 10-12 roku życia, nierzadko wcześniej z powodu nowotworów. I te alergie. Moda na alergie pokarmowe… Naprawdę nadal nie widzisz związku?

Produkty paszowe dla zwierząt są wygodne. Wystarczy otworzyć worek, nabrać karmy do kubeczka, który już ma miarkę – nawet nie musisz używać wagi! – i wsypać do miski. Jakie to proste! Producenci prześcigają się w pomysłach jak ułatwić nam życie. W czasach, gdzie wszystko mamy niemalże natychmiast, gdzie szukając informacji, produktu czy chcąc kupić dowolną rzecz nie musimy nawet wstać w fotela, taka minimalizacja procesu karmienia zwierząt jest nam na rękę. Do tego atrakcyjne ceny wielu pasz, które wydają się być takie wspaniałe.

Osobiście porównuję gotowe karmy do fastfooda. Powód? Są szybkie w obsłudze. Mają piękne opakowania. Są dostępne natychmiast i bez wysiłku. Są smaczne. (Dlaczego są smaczne, to temat na zupełnie osobny wpis…) I są niezdrowe. Zawierają całą masę składników zupełnie zbędnych w diecie psa, a to co wartościowe jest zazwyczaj marginalne. Często zawierają takie substancje jak etoksychina (stosowana do konserwowania ryb, niedopuszczona do użytku przy produkcji żywności dla ludzi, rakotwórcza), BHT (chemiczny konserwant stosowany w paszach dla zwierząt, ale niedopuszczony do użytku dla ludzi, rakotwórczy), powszechnie stosowana pulpa buraczana (obciąża nerki i wątrobę, może być przyczyną alergii pokarmowych, problemów z uszami, a także być przyczyną nowotworów układu pokarmowego), tłuszcz z kurczaka (mogący powodować wzdęcia), pszenica oraz kukurydza lub mączka kukurydziana (przyczynia się do powstawania alergii pokarmowych), mączka z kurczaka (przerobione odpady poubojowe – łapy, pazury, szyje, jelita… to wszystko, czego nie udało się wykorzystać nigdzie indziej), błonnik roślinny (który stanowią przetworzone odpady takie jak obierki)…

… i wiele wiele innych.

Producenci nie są zobowiązani do podawania pełnego składu paszy, a tym bardziej do podawania np. substancji konserwujących do półproduktów, z których pasza jest wytwarzana. Może być nawet tak, że półprodukt używany przez producenta do bezpośredniej produkcji zawiera substancje dodane wcześniej przez sprzedawcę półproduktu, o których producent paszy nawet nie wie.

Szukasz sposobu na zdrowe żywienie? Nie szukaj wśród gotowych karm.

Osobiście jestem zwolennikiem diety naturalnej, a moje psy są na diecie barf. Biję się w pierś, że nie zawsze tak było. Ale odkąd poświęciłem czas na rozpoznanie tematu żywienia, odtąd karmię świadomie. I ktoś powie, że przecież w mięsie też jest chemia, antybiotyki itd… Może i tak. Nie mniej minimalizuję ryzyko. Mięso i warzywa to ciągle najbardziej czyste, pełnowartościowe produkty, jakie możemy zaoferować naszym czworonogom.

I niech za przykład będzie moja 14-letnia Tara. Z racji wieku nie jest może w doskonałej formie, organizm się starzeje i to naturalny proces. Ale nie ma żadnych guzów, nowotworów czy innych “przyjaciół”, z którymi tak wiele psów dzisiaj się zmaga. Oczywiście i u psa karmionego ekologicznymi produktami z własnej hodowli choroba może się zdarzyć. Ale MINIMALIZUJEMY RYZYKO. A i forma Tary jak na swój wiek jest całkiem niezła 😉

I żeby nie było, że tylko narzekam i straszę. Wiem, że są na rynku dobre karmy. Wiem, że się da. Jednak ich ceny są po prostu kosmiczne. A większość produktów uważanych powszechnie za dobre, wcale taka nie jest – są szkodliwe i niebezpieczne. Wybór zależy od Ciebie.

Więc jeśli zastanawiasz się jaką karmę wybrać dla swojego psa – proszę, przemyśl tę kwestię jeszcze raz.

Krzysztof Miszkiel

Spod znaku psa

Opublikowano

Pixel i jego strachy

Poznajcie Pixela – małego psiaka w typie terriera. Opiekunki Pixela po raz pierwszy skontaktowały się ze mną ponad rok temu, a powodem był lęk separacyjny. Okazało się, że to nie jedyny jego problem. Jesteście ciekawi, co było dalej i jak dziś radzi sobie ten przesympatyczny, wesoły psiak? Czytajcie dalej!

Lęk separacyjny.

Pixela poznałem ponad rok temu. Okoliczności początku naszej przyjaźni były dość poważne – Pixel szczekał pod nieobecność opiekunek, nie potrafił spokojnie odpoczywać w klatce, zdarzało się też, że szczekał w nocy, gdy usłyszał jakieś odgłosy na korytarzu w bloku. Pixel cierpiał na lęk separacyjny, który dawał się we znaki nie tylko opiekunkom, ale też sąsiadom. Nie pomagała też bardzo poważna dysplazja, dolegliwości bólowe i oczekiwanie na zabieg z tym związany. Postanowiłem na początek odczarować klatkę i wprowadzić kilka zmian w codziennym funkcjonowaniu. To był strzał w dziesiątkę. Efekty treningu i pracy opiekunek przyszły dość szybko. Okazało się, że nie zawsze, mimo początkowo dramatycznego obrazka, jaki widzimy, trzeba szukać jakichś wymyślnych i trudnych technik treningowych. Często przepracowanie podstaw z małymi zmianami daje bardzo dobre rezultaty. I co najważniejsze – problemy separacyjne minęły i dziś są tylko wspomnieniem.

Agresja do psów.

Drugim problemem Pixela było agresywne zachowanie w stosunku do innych psów. Pixel potrafił namierzać psy z dużej odległości, mocno ujadać, szczekać i szarpać. Wykazywał przy tym bardzo pewną siebie i ofensywną postawę. Rozpoczęliśmy pracę, jednak początkowo była mało efektywna. Niby lepiej, ale progres był niezadowalający. Co niezwykle ważne, opiekunki Pixela były zdecydowane i zdeterminowane – nie rezygnowały i chciały pracować. W końcu oczekiwane dobre zachowanie Pixela byłoby nie tylko dużą ulgą dla nich, ale też – a może przede wszystkim – Pixel czuł by się znacznie lepiej na codziennych spacerach. Niestety przyszła pandemia i nasza wspólna praca została zawieszona…

Agresja do psów – ostatnie starcie?

Miesiąc temu opiekunki Pixela zadzwoniły znowu. Jego zachowanie w stosunku do innych psów pogorszyło się na tyle, że wychodzenie z nim na zwykły, codzienny spacer było ogromnym wyzwaniem i stresem. Pixel nie odpuszczał, szczekał i rzucał się na większość psów, minięcie innego czworonoga na chodniku stało się walką o przetrwanie.

Spotkaliśmy się ponownie, tym razem jednak zmieniłem strategię. W myśl zasady im mniej, tym więcej, wróciłem do podstaw i do najprostszej techniki treningowej jaka przyszła mi do głowy. Wykorzystaliśmy przy tym kliker i smakołyki, za którymi Pixel przepada – jego motywacja pokarmowa była ogromnym atutem i to pozwoliło na zapalenie światełka w tunelu. Już na pierwszym treningu udało nam się minąć psa w bardzo niewielkiej odległości bez szczekania. To było naprawdę fantastyczne doświadczenie. Ustaliliśmy plan działania – prosty, nieskomplikowany, zrozumiały dla opiekunek i dla Pixela.

Nasze drugie spotkanie, tuż przed świętami, to ogromna niespodzianka i bardzo dobre wiadomości. Pixel zaczął znowu wychodzić na dalsze spacery, a opiekunki czują się zupełnie komfortowo. Udało się sprawić, żeby Pixel zajął się czymś innym niż szczekanie i szukanie “wrogów”. Nie oznacza to końca pracy, bo przed Pixelem jeszcze sporo wyzwań, ale jego stres znacznie spadł, jest rozluźniony i radzi sobie w coraz trudniejszych sytuacjach.

Agresja Pixela jest typowym problemem o podłożu lękowym. Naszym głównym celem jest zmiana emocji związanych z obecnością innego psa, a także zaangażowanie w inną czynność, która niesie frajdę i radość. Dzięki temu stopniowo odwrażliwiamy strachy Pixela związane z innymi czworonogami. Dziś wszystko idzie w dobrym kierunku, a ja trzymam mocno kciuki za Pixela i jego opiekunki. Najważniejsze to się nie poddawać i nie stać w miejscu – tylko systematyczną pracą możesz dać swojemu psu lepsze życie.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Rusz głową! Zabawy z kształtowaniem.

Szukając pomysłów na zabawy z psem, warto czasem sięgnąć po najprostsze i często nieco zapomniane sposoby. Jednym z nich jest kształtowanie.

Kształtowanie to gra z psem, którą kierują takie same zasady jak w dziecięcej zabawie w „Ciepło-zimno”. Przy kształtowaniu niezbędny będzie marker nagrody – kliker (najczęściej używany – przeczytaj więcej o klikerze klikając TUTAJ) albo słowo, które oznacza nagrodę i daje psu informację, że udało mu się wykonać zadanie. Dźwięk klikera ma dla psa takie samo znaczenie, jak słowo „ciepło” – prowadzi psa krok po kroku do wykonania zadania.

Jak zacząć?

Kształtowanie rozpoczynamy od postawienia przed psem zadania. Na początku szukamy wyzwań bardzo prostych, tak, aby pies miał szansę zrozumieć reguły gry. Zbyt trudne zadanie może prowadzić do nadmiernej frustracji i rezygnacji ze współpracy, a przecież mamy się dobrze bawić! Na rozpoczęcie pracy z kształtowaniem proponuję np. wejście na kocyk lub inne wyznaczone miejsce, włożenie głowy do kartonu czy wejście do pudła. Później przyjdzie czas na dotykanie łapami przedmiotów, aportowanie, podawanie rzeczy upuszczonych na ziemię czy inne trudniejsze zadania.

Zadaniem przewodnika jest dać psu znać za każdym razem, kiedy pies inicjuje zachowanie/ruch zmierzający do wykonania zadania. Tak więc na samym początku nie oczekujemy, że pies od razu wejdzie do kartonowego pudła. Zaznaczmy klikerem i nagradzamy np. spojrzenie w kierunku pudła. Po 2-3 powtórzeniach tego zachowania zaczynamy oczekiwać czegoś więcej, np. kilkamy i nagradzamy, gdy pies zrobi krok w stronę kartonu. Następnie chcemy, by zajrzał do środka itd. – krok za krokiem, za pomocą nagród prowadzimy psa do wykonania założonego celu. Pamiętamy jednak, by nie nagradzać psa za bierność lub zbyt długo za ten sam etap – brak nagrody to nasze „zimno”.

Kiedy pies nie chce…

Kształtowanie jest procesem trudnym dla psa, szczególnie, gdy nie ma on zbyt wielu umiejętności. Jeśli nigdy wcześniej nie uczyliśmy psa np. sztuczek, zapewne będzie on miał duży problem by rozpocząć samodzielne oferowanie zachowań – a o to właśnie chodzi w kształtowaniu. Pies sam musi domyślić się, czego oczekujemy i za co właściwie dostaje nagrody. Mało tego, musi być zmobilizowany, aby z każdym krokiem dawać z siebie jeszcze więcej. Problemy z zabawą w kształtowanie mogą mieć też psy mało aktywne, lękliwe i wycofane. Dużo łatwiej będzie pracować z psem aktywnym i żywiołowym, choć przy zbyt długim braku nagrody zaangażowanie i chęć dalszej pracy z człowiekiem może stopniowo spadać. Dlatego przy kształtowaniu ważna jest odpowiednia motywacja, komunikacja i zbudowane podstawy współpracy. Przyda się też przemyślenie zadania, jakie stawiamy przed czworonogiem i rozłożenie go na jak najmniejsze elementy – wtedy będziemy mieć więcej szans na nagrodzenie psa za wszystkie małe kroczki.

Wielu opiekunów, szczególnie początkujących, również może mieć problemy z kształtowaniem. Nasza opiekuńcza natura często popycha nas do tego, żeby psu ułatwiać, podpowiadać, a nawet rozwiązywać problemy za nasze czworonogi. Ale kształtowanie to właśnie otwieranie psa, przekazanie mu inwencji, oddanie możliwości działania – to nie przewodnik rozwiązuje zadanie, ale pies!

Spróbuj, bo warto!

Taki sposób zabawy sprawia, że psy chętniej angażują się we współpracę z opiekunem. Uczą się samodzielności, odwagi i pewności siebie. Kształtowanie świetnie rozwija umiejętności mentalne, pozwala psu myśleć samodzielnie i angażować się w swojego rodzaju kreatywne rozwiązywanie problemów, które przed nim stawiamy. Spróbuj i Ty!

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Psie przygody – spacerowe pułapki

Pierwszy ciepły promień słońca zajrzał do okna. Była godzina 8.30. Delikatnie muskał zamknięte powieki i połyskującą w świetle sierść psa. Otworzyłem oczy, psiaki radośnie, lecz leniwie zamachały ogonami. Zapowiada się słoneczny dzień – pomyślałem.

Godzinę później siedzieliśmy już całą trójką w samochodzie. Jak każdego wolnego dnia, tak i tym razem należało nadrobić kilometry. Spacer psu się po prostu należy!

Piękne pola, dookoła las, łąki i niezliczone ścieżki. Sielanka trwała w najlepsze, a psiaki biegały szczęśliwe. W końcu mogły być naprawdę sobą! Węszyły, krążyły, czasami zatrzymywały się i wpatrywały w zieloną przestrzeń dookoła. Na pewno widziały więcej niż ja, ale mogłem się tego jedynie domyślać obserwując ruchy ich nozdrzy.

Wtem spostrzegłem coś w trawie na ścieżce. Błysnęło niczym diament, a może dobrze wypolerowana szabla. Z zaciekawieniem podszedłem bliżej. Tak, to szkło. Ubita szyjka butelki po szlacheckim trunku. Obok leżały pozostałości rozbite na drobne kawałeczki. Ech, na pewno jakiemuś szanowanemu szlachcicowi wypadło z plecaka… Cóż za niemiłą niespodziankę będzie miał ów człek zorientowawszy się co stracił… Tyle trunku ulane dla Matki Ziemi!

Po kilku westchnieniach i wyrazach smutku nad losem wędrowca i jego trunkiem, rozejrzałem się za moimi psami. Na szczęście biegały niedaleko, ale na tyle zajęte swoimi sprawami, że rozbite szkło nie było dla nich zagrożeniem. Pomyślałem, że ktoś powinien się tym zająć. Ale kto?…

Wróciwszy do domu, usiadłem do obiadu. Jednak ten spokojny dzień nie był taki jak zwykle. Wciąż kołatały mi w głowie myśli: „a co, gdyby to pies znalazł to szkło?” „a co, gdyby rozciął łapę?” „a jak jakieś maleńkie książęce dzieciątko potknie się i spadnie na tę szyjkę butelki twarzą?”

Po obiedzie i zasłużonym wypoczynku raz jeszcze zabrałem psy i wróciłem w tę samą okolicę. Tym razem jednak zabrałem ze sobą rękawiczkę i reklamówkę z nadrukowanym ropuchem. Niewielką, lecz wystarczającą, żeby ewakuować niebezpieczne znalezisko.

Ponownie wybrałem tę samą ścieżkę – nie jest to zwyczajowa lokalna arteria spacerowa, raczej ubocze, wydeptana ścieżka biegnąca łąką wśród traw i krzaków. Tym razem jednak jakby mój wzrok się wyostrzył. Zacząłem zauważać inne dziwne przedmioty, których miejsce na pewno nie jest na łące. Liczne kapsle, plastikowe butelki, paczki po cygarach, folie po czekoladowych słodkościach, pety, puszki, amelinium… A nawet czyjaś skarpeta! Zacząłem zbierać wszystko do torby z ropuchem, która niespodziewanie szybko wypełniła się zagubionymi szlacheckimi artefaktami. Oczywiście nie mogłem pominąć najbardziej niebezpiecznego diamentu, jakim była ubita szyjka butelki.

Gdy wróciłem do dyliżansu, spojrzałem na torbę pełną rzeczy. To nie szlachic zgubił. To smutni ludzie bez wyobraźni… Smutni ludzie – pomyślałem…

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Pies w upały.

W tym roku mamy bardzo upalne lato. W ostatnich tygodniach we Wrocławiu (tu, gdzie mieszkam) temperatury często mocno przekraczają 30 stopni i to w cieniu! Zarówno dla nas jak i dla naszych czworonogów takie gorące dni nie są komfortowe (wiem wiem, zawsze znajdzie się ktoś, kto uwielbia ten czas 😉 ).

Jak zadbać o nasze zwierzęta w tym okresie?

Po pierwsze chłodzenie.

Trzeba uświadomić sobie, w jaki sposób chłodzą się psy. My, ludzie, nadmiar ciepła  tracimy przez pocenie się. Psy nie mają takiej możliwości, a ich termoregulacja jest znacznie słabsza niż ludzka. Psy się nie pocą. Chłodzenie organizmu psa odbywa się w większości przez pysk, dysząc i zwiększając częstotliwość oddechu. Jedynym miejscem na ciele psa, które ma możliwość oddawania potu, to psie poduszki łap. Jednak ilość potu, którą jest w stanie w ten sposób oddać zwierzę jest niewielka.

Tutaj muszę zwrócić uwagę na kwestię kagańca dla psów, które muszą go nosić. Kaganiec powinien umożliwiać otwarcie pyska i swobodne dyszenie, w innym wypadku w trakcie upału może on być bardzo niebezpieczny dla naszego pupila. Oczywiście na rynku może dziś bez żadnego problemu zakupić kaganiec tzw. fizjologiczny, który spełnia swoją rolę uniemożliwiając potencjalne gryzienie, a jednocześnie zapewnia komfort, pozwala psu dyszeć, a nawet pić czy pobierać smakołyki.

Po drugie asfalt.

Temperatura rozgrzanego asfaltu może być bardzo wysoka i zwyczajnie poparzyć psie łapy. Będzie to bardzo bolesne i będzie się długo goić. Lepiej wybierać spacery po trawnikach niż zabierać psa na wędrówki po centrum miasta.

Po trzecie sierść.

Część opiekunów uważa, że na lato dobrze jest psa ostrzyc, aby futro go tak nie grzało. Nie do końca jest to dobry pomysł. Oczywiście warto usuwać nadmiar podszerstka specjalnymi szczotkami, natomiast samo skracanie sierści może prowadzić do przeciwnego skutku i sprawić, że pies będzie się nagrzewał szybciej. Sierść i powietrze między włosiem stanowią naturalną ochronę przed słońcem, nadmiernym przegrzaniem i szkodliwym promieniowaniem. Do tego zbyt krótko przystrzyżona może prowadzić do poparzeń delikatnej psiej skóry.

Po czwarte spacery.

Osobiście jestem zdania, że w upalne dni warto zrezygnować z regularnych spacerów i ograniczyć je do niezbędnego minimum. Oczywiście śmiało można zabrać psiaka na dłużej np. wcześnie rano, kiedy słońce jeszcze tak nie praży, albo późnym wieczorem. Jednak wyciąganie psa na pełne słońce w dzień uważam za niezbyt rozsądny pomysł. Jeśli macie w pobliżu zbiornik wodny, to myślę, że większość czworonogów nie pogardzi także taką kąpielą, która przyniesie mu ulgę i chwilę radości J

Po piąte i ostatnie: woda.

Pamiętajcie, aby w lato zawsze zabierać ze sobą wodę i miskę dla psa.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Okiem behawiorysty: Gdy właściciel mówi NIE.

Gdy jadę na pierwsze spotkanie do psa, z którym ma  pracować, mam ustalony wstępny plan działania. Ten plan jest ułożony na podstawie wywiadu behawioralnego i mojego doświadczenia. Po przepracowaniu pewnie ok. 2 tysięcy przypadków i z bagażem doświadczeń, jestem w stanie wyciągać trafne wnioski po zadaniu opiekunowi kilki istotnych z mojego punktu widzenia pytań. Oczywiście dopiero spotkanie ze zwierzęciem i opiekunem daje klarowny obraz sytuacji, nie mniej jednak w 8-9 przypadkach na 10 moje wcześniejsze założenia są zgodne z tym, co mogę zaobserwować na żywo.

Do każdego przypadku podchodzę indywidualnie. Po analizie informacji, które otrzymuję od opiekuna, rozpisuję sobie wstępnie zalecenia. Zalecenia te to sprawdzone, skuteczne metody pracy z psem, dostosowane do jego możliwości i umiejętności, często rozplanowane na kilka spotkań i kilka tygodni treningów. Tak, aby każdy, kto do mnie trafia był w stanie zalecenia przepracować w określonym czasie. Ale… Trzeba chcieć. Praca z psem często wymaga zmian. Zmian nawyków opiekuna, zmian organizacyjnych w domu, zmian w funkcjonowaniu rodziny. Czasami niewielkich, czasami większych. Praca terapeutyczna wymaga wysiłku, czasu i systematyczności.

Zdarza się, że właściciel słysząc zalecenia mówi NIE. Tego się nie da zrobić, tamtego nie jesteśmy w stanie, ta rzecz wiązałaby się ze zmianą trudną do zaakceptowania. A co stanowi tak ogromną trudność? Zwykle są to dwie sprawy: pierwsza to zaspokojenie naturalnych potrzeb psa takich jak regularne spacery, trening mentalny, potrzeba eksploracji czy odpoczynku, co wiąże się ze zmianą „rozkładu jazdy” dnia, a druga to ograniczenia, jak np. ograniczenie przestrzeni, ograniczenie dostępu do zasobów czy ograniczenie aktywności w domu.

Kiedyś szukałem alternatyw, kompromisów. Szukałem na siłę zadowolenia klienta. Chciałem, aby klient zawsze czuł się komfortowo, co doprowadzało do poczucia, że przecież wykonał pracę, ale nie ma rezultatów. Do wniosku, że pies jest taki, jaki jest i że nic się nie da z tym zrobić.

Dziś wiem, że kompromis, to porażka każdej ze stron. Nikt tutaj nie zwycięża. Opiekun – bo nie uzyskuje skutku, jaki sobie założyliśmy, pies – bo zazwyczaj nie czuje się dobrze w sytuacji, w jakiej przyszło mu funkcjonować, a wreszcie ja – bo nie pomogłem i mam na koncie niezadowolonego klienta.

Dziś, po 10 latach pracy z psami i z ich ludźmi wiem, że terapia behawioralna to materia, w której nie ma miejsca na kompromisy. Zdarza mi się stawiać klientów pod ścianą. Jeśli słyszę NIE, odpowiadam, ok. To nie. Nie podejmuję z państwem współpracy. Dlaczego? Dlatego, że dla mnie ostatecznie najważniejszy jest pies, który zazwyczaj w jakiś sposób cierpi. Przestałem brać na swoje barki odpowiedzialność za całe zło psiego świata.

Pamiętaj: to Ty, który jesteś opiekunem czworonoga odpowiadasz za niego od początku do końca. Odpowiadasz też za to, kiedy się nie dogadujecie. Zwykle mogę Ci w takiej sytuacji pomóc, ale jeśli sam nie jesteś gotowy podjąć wysiłku, to nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano 2 komentarze

Tyle powrotów, ile wyjść – o przygodach słów kilka.

Kilka dni temu Facebook pokazał mi przypominajkę sprzed 5 lat – nocne zawody doktrekkingowe na Jurze.
Koniecznie przeczytajcie!

“Macie czasem poczucie pełnej kontroli nad sytuacją? Czy Wasze psy podczas spacerów są z Wami zawsze bezpieczne? Sądzicie, że nic nie może się wydarzyć? Czytajcie dalej.

Wczoraj brałem udział w zawodach dogtrekkingowych. Ci, którzy mnie znają wiedzą, że chucham i dmucham na swoje psy. Niektórzy nie raz pukali się w głowę widząc jaką apteczkę zabieram ze sobą na jakiekolwiek wypady z psami.
Przed startem nic nie zapowiadało, żeby te zawody miały być inne niż poprzednie: dobry humor nie opuszczał, psy zdawały się być pełne energii, byłem lekko podkręcony, bo na nocne zawody czekałem od dawna. Wydawało się, że wszystko to w zasadzie formalność.

Nie dalej jak 2 km po starcie Czekan zasłabł. Najprawdopodobniej z przegrzania. Nie stracił przytomności, ale położył się i nie mógł wstać, ciężko dyszał, śluzówki miał w kolorze buraka. Tętno szybsze, ale nie jakoś tragicznie. W zasadzie natychmiast po szybkim przeglądzie i próbie postawienia go na nogi wiedziałem, że zawody dla mnie się skończyły. Po schłodzeniu wodą, wysmarowaniu dziąseł miodem i ponad 20 minutowym odpoczynku wstał.

Zaczęliśmy wracać. Po kilkunastu metrach znowu zaległ. Odpoczywaliśmy. Wiedziałem, że nie jest tragicznie, ale dalsza próba jakiegokolwiek wysiłku może skończyć się źle. Po prawie godzinie (!) dotarliśmy z powrotem na miejsce startu do biura zawodów, gdzie poprosiłem o pomoc lekarza weterynarii.

Termometr pokazał ponad 40 st. C. Razem z panią wet zaprowadziliśmy Czekana do stawu, gdzie stopniowo schładzaliśmy go wodą. Odpoczął, pół godziny później temperatura spadła do 38,8 st C. Widziałem, że Czekan odzyskuje siły i że jest ok.

Zastanawiam się, czy można było tego uniknąć? Moim zdaniem nie. Nic nie wskazywało na to, że może wydarzyć się coś złego. Mam poczucie, że nie popełniłem żadnego błędu, nie podchodzę do tych zawodów ambicjonalnie, nie walczę o miejsca, nie stało się nic, co mogłoby wpłynąć na moją złą ocenę kondycji psów, temperatura na dworze nie była specjalnie wysoka.

Na zawodach zapewniona jest pomoc lekarzy wet, każdy uczestnik dostaje awaryjny nr tel. i może poprosić o zwózkę z trasy w razie problemów z psem lub z sobą.

A teraz analogiczna sytuacja: właśnie wybraliście się na spacer do lasu, w góry, gdziekolwiek. Nie mówię o jakichś dużych odległościach, ale załóżmy, że macie do samochodu i najbliższej drogi 3 km. Wasz pies nagle z jakiegoś powodu opada z sił. Nie weźmiecie go na ręce, bo waży 30 kg. Co możecie zrobić?

Pogotowie nie przyjedzie, weterynarz również. W takiej sytuacji jesteście zdani wyłącznie na siebie. Tylko Wasze umiejętności, wiedza i to co macie przy sobie w plecaku może pomóc wam kupić trochę czasu. To od Was samych zależy, na ile Wasz pies jest bezpieczny. Zadbajcie o to. Zadbajcie o zdrowie i bezpieczeństwo Waszych psów.

Absolutnie zachęcam każdego do udziału w kursach pierwszej pomocy dla psów. Czasami nie trzeba wiele, żeby stracić kontrolę, nie można przewidzieć wszystkiego. To wyłącznie w Waszych rękach leży zdrowie i być może życie Waszych futrzastych przyjaciół!
P.S.: z Czekanem już wszystko OK.”

Ta historia sprawiła, że jeszcze większy nacisk kładę na to, żeby każdy wyjazd z psami i każdy spacer był bezpieczny.
Dziś nawet wychodząc do pobliskiego parku z reguły mam przy sobie apteczkę “minimum”.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa