1 października, 2025

Nigdy nie będzie dobrego momentu, żeby zamknąć ten blog.

Czekana nie ma już od ponad 4 miesięcy. W domu pusto i cicho, spacery jakieś takie inne. Niby wszystko jest inaczej, ale świat kręci się tak samo, jak gdyby nigdy nic.

Chore oczko musieliśmy usunąć. Czekan po zabiegu generalnie czuł się dobrze, ale jego ogólna forma zdecydowanie spadała. W tym czasie nie dostawał chemii, choć doskonale pamiętam, że ostatnia, którą dostał nie zadziałała jakoś spektakularnie. Myślę, że w tamtym czasie po prostu chciałem zrobić wszystko, co było można. I dla Niego i dla siebie.

Po zdjęciu szwów po zabiegu, Czekan był już mocno słaby. Węzły były bardzo duże, apetyt malał z dnia na dzień, jego samopoczucie też. Wyniki krwi miał wyjątkowo dobre, ale niestety nie odzwierciedlało to jego ogólnego stanu.

14 maja pojechałem do naszej Pani doktor. Bez Czekana. Rozmawialiśmy dłuższą chwilę i w zasadzie mieliśmy takie same wnioski: próbujemy mu podać chemię. Wyniki badań pokazują, że organizm powinien dać sobie z nią radę. Czy zadziała i jak dobrze – nie wiadomo, trzeba sprawdzić. Próbujemy – jeśli nie pomoże, to nic nie stracimy. Jeśli pomoże – zyskamy czas.

W ten sam dzień po południu – to była środa, Czekan dostał tabletkę z chemioterapeutykiem. Niestety jedzenia już poważnie odmawiał od kilku dni. Udawało się przemycić niezbędne leki w specjałach jak wędzona ryba czy świeża wołowina.

Wieczorem tego samego dnia rozpoczął się dramat – Czekan po prostu zaczął się dusić. Łapał każdy oddech, a węzły zaciskały gardło. Byłem przy nim całą noc, przespałem może łącznie godzinę. On nie wiem czy się w ogóle zdrzemnął. Wtedy już wiedziałem. Wiedziałem, że nasz czas się skończył i że nie można zrobić nic więcej. Brak apetytu, potężne osłabienie, duszność nie dają nam nadziei na to, że chemia zdąży zadziałać. Czekan umierał.

Rano pojechałem do naszej miejscowej lecznicy i poprosiłem o wizytę domową. Ostatnią wizytę. Pani doktor była w tym dniu sama, więc przyjazd był późnym wieczorem. Cały dzień byłem razem z nim. Do końca.

Zasnął spokojnie, przytulony w moje dłonie. Zupełnie jakby wiedział. Pełen zaufania i swojej ogarzej miłości. Nie mogłem pozwolić, żeby męczył się dłużej, byłem mu to winny. Za wszystkie wspólne wspaniałe chwile, które razem spędziliśmy 🤎

Dziś, kiedy minęły ponad 4 miesiące, nadal – nawet pisząc teraz te słowa – cisną się do oczu łzy. Nie z żalu, ale z wdzięczności za 15 lat razem z moimi przyjaciółmi – z Tarą i z Czekanem…