Opublikowano

Bezpieczeństwo psa w samochodzie

Przyznam szczerze, że ten temat wraca mi w głowie bardzo często.

Zaczynając od podstaw – art. 60 pkt. 1 (1) Prawa o ruchu drogowym mówi:
“Zabrania się używania pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu osoby znajdującej się w pojeździe lub poza nim”. Ten przepis obliguje nas do przewożenia zwierząt w sposób niezagrażający kierowcy lub pasażerom, a co za tym idzie raczej nie powinno się przewozić zwierząt w samochodzie luzem (choć z praktyki wynika, że mandatu za to raczej nie dostaniemy, mimo, że przepisy dają taką możliwość).

Co to oznacza w praktyce?

Nasz pupil w samochodzie powinien być zabezpieczony przed swobodnym poruszaniem się wewnątrz pojazdu.

Trzeba też wziąć pod uwagę, że w przypadku nagłego zatrzymania pojazdu, np. wskutek uderzenia w przeszkodę, z prędkości 50-60 km/h masa psa wzrasta trzydziestokrotnie (!).
Wyobraź sobie, że Twój 10 kilogramowy pies nagle staje się pociskiem o wadze 300 kg, który uderza Cię w tył głowy… Skutki będą raczej przewidywalne. Dlatego zastanawiając się nad tym, jak zabezpieczyć zwierzę w aucie, trzeba myśleć też o swoim własnym bezpieczeństwie, a nie tylko o komforcie pupila.

Mamy tutaj kilka możliwości: bagażnik oddzielony od kabiny, klatka lub transporter albo przypięcie psa w szelkach (oczywiście można przypiąć psa w obroży, ale takie rozwiązanie raczej nie będzie dla niego bezpieczne).

Pojawia się pytanie: która z tych możliwości będzie najbezpieczniejsza? I tu zaczynają się wątpliwości. Poniżej postaram się napisać wam plusy i minusy poszczególnych rozwiązań.

Pies luzem w bagażniku samochodu.

Jeśli przestrzeń bagażnika jest oddzielona od przestrzeni pasażerskiej, to kwestię bezpieczeństwa dla ludzi mamy załatwioną. Z reguły wielkość bagażnika będzie niewspółmierna do wielkości psa, a co za tym idzie pies będzie narażony na nagłe “latanie” po bagażniku. Mamy na rynku dostępne specjalne maty, które mogą ten efekt zniwelować, a dodatkowo można też psa przypiąć w szelkach. Należy tutaj pamiętać, że nie będziemy mieć w trakcie jazdy kontroli nad tym, czy np. nasz pupil nie zaplątał się w smycz albo nie wyciągnął łapy z szelek. W przypadku uderzenia innego pojazdu w tył samochodu pies będzie dość mocno narażony na skutki takiego zdarzenia. Zwrócę tu jednak uwagę na łatwość dostępu do psa – można go swobodnie wybrać z pojazdu zarówno przez klapę bagażnika, przez szyby a także od strony kabiny pasażerskiej, co stanowi niewątpliwie plus takiego rozwiązania. Oczywiście plusem jest także czystość tylnej kanapy.

Pies w klatce w bagażniku.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa psiaka, to rozwiązanie wydaje się najlepsze. Ograniczona przestrzeń sprawia, że pies w razie wypadku nie poobija się tak mocno, jakby był luzem. Dodatkowo służby wyciągną z samochodu całą klatkę, co pozwoli uniknąć ewentualnej ucieczki albo pogryzienia ratowników. Dodatkowo dobrej jakości klatka chroni zwierzaka przed bezpośrednimi skutkami uderzenia. Jednak to rozwiązanie ma jeden poważny mankament. Większość klatek jesteśmy w stanie włożyć i wyciągnąć z samochodu wyłącznie przez otwór bagażnika. W przypadku zablokowania klapy dostęp do zwierzęcia staje się praktycznie niemożliwy. Łatwo sobie wyobrazić sytuację, gdy np. samochód zaczyna płonąć, co wbrew pozorom nie jest sytuacją rzadką. Klatki nie oferują bezpiecznej drogi ucieczki.

I tutaj mała dygresja. Osobiście uważam, że ten sposób transportu jest najbardziej optymalny jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Jednak z powodu braku bezpiecznej drogi ucieczki najczęściej wożę klatkę z drzwiczkami skierowanymi do kabiny pasażerskiej. To pozwala na dostęp do psów z wewnątrz samochodu, jednak sprawia, że jeden z największych kombi na rynku staje się autem dwuosobowym praktycznie pozbawionym przestrzeni bagażowej.

Pies w szelkach przypięty na tylnej kanapie.

W małych samochodach to często jedyne możliwe rozwiązanie. Ułatwieniem mogą być specjalne maty, które pozwolą zachować samochód w czystości, a jednocześnie nieco oddzielą psa od przedniej części samochodu. Dodatkowo mamy tutaj bardzo łatwy i szybki dostęp do zwierzaka. Trzeba zastanowić się jednak w jaki sposób
przypiąć zwierzę, aby nie stanowiło zagrożenia dla pasażerów. Na rynku istnieje cała masa wpinek do pasa, taśm z karabińczykami i innych rozwiązań. Jednak biorąc pod uwagę fakt, z jaką siłą mamy do czynienia w przypadku nagłego zatrzymania pojazdu, skuteczność większości dostępnych rozwiązań wydaje się mocno wątpliwa. Osobiście używam czasami takiego rozwiązania, gdy nie mogę korzystać z klatki, bo np. potrzebuję dużej przestrzeni bagażowej. Jednak używam do tego celu wyłącznie karabinków i taśm alpinistycznych spełniających normy do użytku we wspinaczce sportowej. Karabinek da się podpiąć praktycznie w każdy uchwyt przy mocowaniu wpięcia pasa bezpieczeństwa. To daje mi niemal pewność, że taśma, na której mógłbym zawiesić samochód raczej utrzyma siłę i ciężar mojego psa. Pozostaje chyba najsłabsze ogniwo całego systemu – szelki. I tutaj znowu odbijamy się od wątpliwej jakości materiałów. Nylonowe taśmy bez atestu, metalowe kółeczka – łączniki, które potrafią pękać podczas zwykłego spaceru czy plastikowe sprzączki są raczej atrapą, aniżeli stanowią realne zabezpieczenie psiaka. I niestety, ostatnim czasem przeglądając ten segment psich artykułów, nie znalazłem ani jednego produkt, który nie wzbudziłby moich wątpliwości względem jakości i bezpieczeństwa… (Jeśli znacie, albo posiadacie świetne i bezpieczne szelki samochodowe dla psa, koniecznie podzielcie się tym faktem w komentarzu!)

Transporter na tylnej kanapie też jest rozwiązaniem stosowanym przez wiele osób. Plusy takiego rozwiązania są takie same jak przy klatce, jednak należy pamiętać o tym, aby transporter został odpowiednio zabezpieczony i aby w przypadku hamowania nie stanowił zagrożenia dla osoby z przodu pojazdu.

Klatki materiałowe stanowią pomoc w sensie ograniczenia przestrzeni dla psa, jednak same w sobie nie wpływają na bezpieczeństwo podczas kolizji, dlatego nie będę ich zastosowania tutaj omawiać.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Jak nie zgubić psa na urlopie?

Sezon urlopowy 🏖️🗻 zbliża się wielkimi krokami. Nadchodzi czas wyjazdów 🚙 wakacyjnych, na które razem z nami pojadą nasze czworonogi 🐕. To jest też ten okres w roku, gdzie dochodzi do zwiększonej ilości zaginięć psiaków. Podróże z psem zwiększają to ryzyko. W nowym miejscu, którego pies nie zna, prawdopodobnie nie odnajdzie samodzielnie drogi do Twojego hotelu 🏨 czy domku campingowego.

Warto zatem zastanowić się co zrobić, by zminimalizować takie ryzyko, a jednocześnie maksymalnie zwiększyć szanse odnalezienia psa, gdy zdarzy się „utrata łączności”.

Obroża i smycz.

1️⃣ Pierwszą i podstawową rzeczą, na którą koniecznie trzeba zwrócić uwagę to sprzęt, którego używamy na spacerach🚶. Zbyt luźno zapięta obroża albo źle dopasowane szelki mogą być przyczyną bardzo niebezpiecznych zdarzeń. Zadbaj o to, aby to, co ma na sobie Twój kudłaty przyjaciel, było dobrej jakości i dopasowane do jego budowy. ☝️ Nawet najlepsze szelki czy obroża, jeśli będą źle dopasowane, mogą być przyczyną ucieczki. Ważne też, aby smycz, której używamy, była w dobrym stanie. Jeśli Twoja smycz jest gdzieś przetarta, związana z kawałków supłami albo karabińczyk nie działa poprawnie – wymień ją. Koszt 💰 niewielki, a może uratować psu życie.

Adresówka.

2️⃣ Druga, moim zdaniem absolutnie niezbędna rzecz, to adresówka 🔠. Adresówka na obroży pozwalana na szybki kontakt z właścicielem w przypadku znalezienia błąkającego się psiaka. Dane, które koniecznie powinny się znaleźć na adresówce to aktualny numer telefonu ☎️, a najlepiej także alternatywny inny numer do kogoś z rodziny albo zaufanej osoby. Trzeba też zwrócić uwagę, aby numer kontaktowy był poprzedzony numerem kierunkowym kraju, w Polsce to (+48) 🇵🇱. Zadbaj, by informacje były czytelne dla każdego, kto mógłby znaleźć Twojego psa.

Adresówki są różne: od plastikowych tzw. laminatów grawerskich, przez metalowe blaszki, zakręcane pojemniczki czy po prostu numer telefonu wyhaftowany na obroży. Pamiętaj, żeby zaczep adresówki był trwały, aby łatwo go nie zerwać 💪. Zakręcane pojemniczki też trzeba dobrze zabezpieczyć, gdyż lubią się samoistnie odkręcać. Osobiście polecam metalowe blaszki wraz z solidnymi zaczepami albo po prostu wyhaftowany numer na obroży.

Mikrochip.

3️⃣ Może się jednak zdarzyć, że Twój psiak z jakiegoś powodu zgubi obrożę. Wtedy pojawia się trzeci niezbędny element służący identyfikacji pupila – mikrochip. Mikrochip jest wielkości ziarenka ryżu 🍚 i jest wszczepiany przez lekarza weterynarii pod skórę zwierzęcia 🐶 w okolicy szyi. Każdy mikrochip posiada swój unikalny numer, który można odczytać specjalnym urządzeniem 📳. Numer ten rejestrujemy w bazach danych, dzięki czemu można zidentyfikować właściciela znalezionego psiaka. Pamiętaj, że mikrochip niezarejestrowany w żadnej bazie jest bezwartościowy! Musisz zadbać o to, aby numer 🔢 mikrochipa znalazł się w jak największej liczbie baz danych, bo niestety nie istnieje jedna centralna ewidencja mikrochipów. Dlatego to od Ciebie zależy, czy znalazca psiaka będzie w stanie do Ciebie dotrzeć i jak szybko odzyskasz swojego czworonoga.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Od kiedy szkolić psa?

Psy trafiają do naszych domów w różnym wieku. Czasem odbieramy 7-tygodniowe szczenię wprost od hodowcy, czasami pod nasz dach wpada z impetem rozbrykany psi nastolatek, a czasami przygarniamy już dorosłego, starszego czworonoga.

Pierwsze dni w nowym domu zazwyczaj wyglądają podobnie. Najpierw próbujemy twardo trzymać się naszych postanowień, że nie ma spania w łóżku, żebrania przy stole, jedno legowisko, regularne spacery kilka razy dziennie. Ale szybko okazuje się, że słodkie oczka bardzo subtelnie zaczynają nas testować i sprawdzać, jak daleko można przesunąć wyznaczane granice i jak szybko zmięknie nam serce 😉 I najczęściej zostajemy na kompromisie… który zaoferował psiak. O ile akceptujemy ten stan rzeczy, to wszystko jest ok. Ale kiedy nasz futrzak z tygodnia na tydzień coraz bardziej się rozkręca, okres adaptacji mija, wzrasta poczucie bezpieczeństwa i poczucie, że wolno wszystko, zaczynają pojawiać się kłopoty. Niektóre początkowo niewinne, ale zwiastujące poważne problemy z zachowaniem, czego niedoświadczony właściciel niekoniecznie będzie od razu świadomy.

Najczęściej właściciele psów zaczynają szukać pomocy, kiedy przestają sobie radzić z czworonogiem. Często też słychać, że myśleli, że „samo przejdzie”. Nie przeszło. Zwykle jest to moment, gdy psiak ma już całkiem nieźle utrwalone złe nawyki, a im dłużej trwa ten stan, tym trudniej go odkręcić i tym większym przeżyciem będzie dla psa zmiana. To związane jest też ze stresem zarówno u zwierzęcia jak i u opiekuna, który przecież chciał jak najlepiej i miał złote intencje.

A więc kiedy rozpocząć szkolenie?

Jak najszybciej. Jeśli mówimy o szczeniakach, to tak naprawdę można już trenować umiejętności społeczne i budować zasady życia z 8-tygodniowym dzieciakiem. Jeśli mamy starszego psiaka, to także warto rozpocząć pracę od samego początku. Niekoniecznie musi to być typowa praca nad posłuszeństwem, ale właśnie układanie zasad wspólnego życia, wprowadzanie ograniczeń, budowanie rytuałów, które pomogą szybko psu zaadaptować się w nowym domu. Regularne pory posiłków i spacerów, wygodne miejsce do spania, w którym pies czuje się bezpiecznie, trening klatkowy, wskazywanie czasu i miejsca na zabawę i na odpoczynek. Im szybciej tym lepiej. A jeśli pojawiają się jakiekolwiek problemy z zachowaniem – reaguj natychmiast. Pamiętaj, że już kilkukrotna udana próba kradzieży, zdystansowania innego człowieka czy psa, wymuszenia jedzenia, obecności człowieka czy uwagi sprawia, że pies będzie powielał to co zadziałało z coraz większą intensywnością, a wygaszenie takiego zachowania z dnia na dzień będzie coraz trudniejsze.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Ratunku! Mój pies się ekscytuje, skacze i szczeka!

Spotykasz znajomych i zamiast witać się z nimi, próbujesz zatrzymać psa, żeby na nich nie skakał. Uciszasz go, bo ten szczeka, kręci się i próbuje nachalnie powitać znajomych po swojemu. Znasz to?

Wychodzisz na spacer, a Twój pies dostaje korby, gdy tylko widzi innego psa. Szarpiesz się z nim próbując opanować sytuację i w miarę bezkonfliktowo minąć się z innym psiakiem. Coś Ci to przypomina?

A może gdy odwiedzają Was goście, to pies zawsze musi być na pierwszej linii i wariować. To też nie jest Ci obce?

Czytaj dalej!

Nadmierna ekscytacja, brak opanowania emocji, trudności w koncentracji uwagi, nieumiejętność skupienia się na przewodniku… 

To bardzo częsty kłopot wielu właścicieli psów. Do tego dochodzą kłopoty w treningu podstawowego posłuszeństwa, brak przywołania, ciągnięcie i szarpanie na smyczy. Próbujesz odwracać uwagę smakołykami, zabawkami albo zaangażować psa w jakąś inną czynność, np. przez ulubione sztuczki, które pies kocha robić w domu. Ale widzisz, że to nie działa. Czujesz zmęczenie, frustrację, zawód. Nie rozumiesz dlaczego wszystkie psy dookoła potrafią być grzeczne i miłe, a Twój diabełek daje popalić. Spacery stają się przykrą koniecznością, czujesz wstyd przez sąsiadami i masz poczucie winy, że sobie nie radzisz.

Nie tylko ty. Z tymi problemami zmaga się bardzo wielu właścicieli czworonogów.

Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być bardzo różne. Zaczynając od temperamentu osobniczego psa, na który nasz wpływ jest niewielki, przez pracę hodowcy, socjalizację, wychowanie i proste błędy, które popełnia chyba każdy trzymając w dłoniach małą, cieplutką i bezbronną kulkę sierści z mokrym noskiem 😉 U podstaw takiego zachowania mogą też leżeć kłopoty ze zdrowiem. Nie martw się – jeszcze da się coś zrobić!

Bardzo często w wychowaniu i próbach szkolenia skupiamy się na tym, żeby nagradzać psa za wszystkie proste rzeczy, które nam się podobają. Mamy też tendencję do bagatelizowania pierwszych zachowań zwiastujących przyszłe problemy – gdy piesek jest jeszcze szczeniaczkiem, to podskakiwanie na powitanie wydaje się zupełnie nieszkodliwe i słodkie, tak samo jak niewinne wymuszanie uwagi czy żebranie przy stole.

Pies jednak rośnie, staje się coraz większy, silniejszy i to, co jeszcze wczoraj było zabawne i nawet w pewien sposób przyjemne, nagle staje się uciążliwe i nie do zaakceptowania.

Praca z psem nadpobudliwym, z psem bez samokontroli, nie panującym nad pobudzeniem i ekscytacją, emocjonującym się na wszystko dookoła nie jest łatwa, ale możliwa. Składa się na nią wiele aspektów: od budowania relacji przewodnik-pies, budowania wzajemnego zaufania, przez zrozumienie potrzeb i ich realizację, odpowiedni trening, wyznaczanie granic, posłuszeństwo, zabawę czy naukę spokojnego odpoczynku.

Trening i codzienne budowanie nowych zasad nie są łatwe, szczególnie, gdy pies ma przez lata utrwalone złe nawyki. Wymaga to ogromnej cierpliwości, konsekwencji i systematyczności ze strony człowieka. Musimy być zdecydowani i gotowi na zmiany – tylko wtedy podjęcie trudu ma sens. Codzienne czynności, przynajmniej na początkowym etapie, będą prawdopodobnie zabierać znacznie więcej czasu. Trzeba dać psu szansę na zrozumienie nowych zasad i na wypracowanie nowych schematów postępowania. Niezmiernie ważne jest, aby nie złościć się na psa i nie przerzucać na niego swoich frustracji – to na pewno nie pomoże w budowaniu waszej wspólnej relacji. W oczach psa przewodnik, który nie jest stabilny i przewidywalny, to przewodnik, który nie wie co robić, jest zagubiony i nie należy mu ufać. To też może doprowadzić do sytuacji, gdy pies weźmie odpowiedzialność za Wasze decyzje, ale to niekoniecznie Ci się  spodoba. Cierpliwość i opanowanie są w tym wypadku kluczem do sukcesu. Pamiętaj też, że każda, nawet najmniejsza zmiana w życiu psa jest dla niego trudna i zwierzak musi mieć szansę się z nią oswoić.

Pomimo tego, że każdy pies jest inny, pomimo, że różni są opiekunowie – bardziej lub mnie doświadczeni czy świadomi w kwestii pracy z psami, jest jedna rzecz, która łączy większość z nich: pozwalają podekscytowanemu psu stać z przodu na napiętej smyczy. To oczywiście prowadzi do wycia lub szczekania, które jeszcze bardzie pobudza, dochodzi też do dzikiego skakania i szarpania na smyczy. Do tego pies kontrolując całą przestrzeń dostaje niejako przyzwolenie od przewodnika na takie właśnie zachowanie. Dlatego niezwykle ważną i moim zdaniem absolutnie podstawową umiejętnością przewodnika w pracy z psem nadpobudliwym, jest utrzymanie luźnej smyczy w miejscu. Nie w ruchu, nie chodzenie przy nodze, ale umiejętność zatrzymania siebie i psa sprawiając jednocześnie, że pies nie napina smyczy.

Jak to zrobić? Przede wszystkim Smycz musi być długa. Idealna smycz powinna mieć między 2 a 3 m długości (w zależności od wielkości psa). Jeśli pies zauważa coś, co go nadmiernie pobudza i smycz na całej długości jest napięta, możesz ściągnąć psa do siebie skracając długość smyczy o połowę. Zatrzymujesz psa na krótszej smyczy i dajesz niewielki luz (ale nie wydłużasz smyczy!). Jeśli ten znowu będzie chciał odejść i napnie skróconą do połowy smycz, powtarzasz schemat – ściągasz psa skracając smycz, zatrzymujesz i dajesz niewielki luz. Często na początku, kiedy pies jeszcze nie rozumie o co Ci chodzi, będzie trzeba przytrzymać psa bardzo blisko siebie. Smycz może mieć 5-10 cm i być luźna! Co ważne – nie kontynuuj spaceru, dopóki psiak chociaż na kilkanaście sekund nie zatrzyma się przy Tobie na luźnej smyczy. Będzie to dla niego jasnym komunikatem, że może podziwiać świat, ale bez dzikiego szarpania. Pamiętaj jednak, żeby skracając smycz także nie szarpać psa. Gdy skracasz smycz, pracujesz nią płynnie i stopniowo – ma to przypominać napinanie cięciwy łuku przed strzałem, a nie strzał z bicza. Zrób to najłagodniej jak się tylko da!

To ćwiczenie warto też połączyć z sygnałem uwagi, tak, by pies zaczął zauważać Ciebie na drugim końcu smyczy – wtedy rezultat będzie jeszcze lepszy 🙂

A jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o pracy z psem nadpobudliwym, zapraszam Cię na webinar już w najbliższą środę o godz. 19.00. Kliknij i zarejestruj się na wydarzenie: Webinar: Praca z psem nadpobudliwym.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Dlaczego mój pies się boi?

Strachy i lęki to częsty problem z zachowaniem psów. Lęk i strach ma różne oblicza i nie u wszystkich zwierząt wygląda tak samo.

Lęk separacyjny, fobie dźwiękowe, niechęć do wychodzenia na spacery, wycofanie w miejskim gwarze, unikanie innych psów albo obcych ludzi, czasem próby ucieczek, a nawet niekontrolowana panika. Nierzadko też dochodzi do pogryzień, gdy pies ze strachu próbuje się bronić.

To, co niezwykle ważne w pracy z psem lękliwym, to zaufanie wobec przewodnika oraz zaspokojenie potrzeb pupila.  Gdy pies ma deficyty w zaspokojeniu potrzeb takich jak dostęp do jedzenia, bezpieczeństwo, kontakty społeczne, możliwość swobodnego spaceru i poznawania nowych miejsc czy zachowania typowe dla drapieżnika jak pogoń, szarpanie, gryzienie, to budowanie zaufania będzie trudne. Wydaje się, że najtrudniej zrealizować właśnie zachowania drapieżcy związane z polowaniem, lecz tutaj wykorzystujemy substytuty, takie jak szarpaki, sznurki, piłki oraz prawidłową zabawę, która buduje relację. Już sama zabawa, w której pies może wygrać, w której przewodnik jest partnerem a nie konkurentem, wzmacnia jego pewność siebie, a wspólne „polowanie” wzmacnia więź z przewodnikiem.

Z kolei zaufanie, które będzie dobrą bazą w dalszym postępowaniu z psem lękliwym, to przekonanie psa, że to co proponuje przewodnik jest najlepsze dla nich obojga – i dla przewodnika i dla psa. Jeśli pies ma pewność, że przewodnik wie co robi, to po prostu czuje się bezpiecznie. Taka relacja wymaga jednak ogromu cierpliwości i pracy małymi krokami. Można to porównać do wchodzenia na wysoką i trudną górę – pośpiech nie jest wskazany, ale sukcesywne stawianie kolejnych kroków zbliża nas do szczytu.

Niekiedy też warto pomyśleć o przerwie i dać psu czas na przyzwyczajenie się do zmian i nowej sytuacji. Pamiętaj, że czas i cierpliwość, które dajesz psu, to inwestycja w Wasze wspólne życie na lata.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa

Opublikowano

Klikać czy nie klikać? Czyli o klikerze słów kilka.

Klikać czy nie klikać? Oto jest pytanie!

I dziś poszukamy odpowiedzi na nie 😉

Prawdopodobnie większość z Was spotkała się już kiedyś z klikerem. Kliker, to niewielkie pudełeczko z blaszką, które po naciśnięciu wydaje krótki, specyficzny dźwięk.

Na rynku można spotkać bardzo różne rodzaje klikerów: od zupełnie prostych, przypominających zabawki z lat 80’, tzw. „klikacz”, przez klikery z guziczkiem ułatwiającym pracę w rękawiczkach, po klikery z podajnikiem smakołyków. Każdy może znaleźć swój idealny kliker, z którym praca będzie wygodna i komfortowa.

Celem używania klikera w szkoleniu psów jest precyzyjne zaznaczenie zachowania, czynności, której akurat uczymy psa. Oczywiście istnieją różne, bardziej zaawansowane schematy pracy z klikerem, ale dla większości z Was najważniejsze jest to, że dźwięk klikera potwierdza zachowanie, które chcemy nagrodzić. Stąd też wynika, że dźwięk klikera, ten krótki specyficzny klik, musi być ściśle powiązany z nagrodą. Mówi się, że najlepiej jest podać nagrodę do dwóch sekund po kliknięciu.

Ważnymi cechami klikera są szybkość i precyzja oraz dźwięk, który wyróżnia się z otoczenia i jest dla psa jasnym sygnałem, że właśnie ukończył zadanie z sukcesem. Kiedy uczymy psa nowej umiejętności, staramy się nacisnąć kliker dokładnie w momencie, który chcemy nagrodzić. Przypomina to migawkę aparatu – staramy się tak nacisnąć przycisk, aby zrobić zdjęcie zachowania. Przykładowo, gdy uczymy siadu, to naciskamy kliker w momencie zetknięcia zadu z ziemią. Gdy pies usłyszy dźwięk klikera wydajemy mu nagrodę np. w postaci smakołyka.Praca z klikerem przyspiesza naukę ze względu na precyzję i dokładność w zaznaczaniu zachowań oraz ścisłe powiązanie z nagrodą. Tak więc w większości przypadków używamy klikera na początku nauki nowego zachowania, ale też może być on przydatny na późniejszym etapie, kiedy chcemy uzyskać większą precyzję wykonywanego zadania.

zdjęcie: Ewa Młodzińska-Michta

A więc klikać czy nie klikać? Czy kliker jest niezbędny do pracy z psem?

Kliker potrafi ułatwić i przyspieszyć proces nauki, ale zdarza się czasami, że osoby które dopiero zaczynają pracować z psem, które nie mają wprawy, nie bardzo radzą sobie z klikaniem. Jest to jednak dodatkowy przedmiot, na którym trzeba skupić część naszej uwagi. Dlatego, jeśli mamy dobrze ułożoną komunikację, kliker nie jest niezbędny. Można i da się pracować bez klikera, a sam dźwięk klikera można zastąpić krótkim komunikatem, np. TAK! albo OK!, którego znaczenie będzie takie samo, jak dźwięk klikera.

Wybór oczywiście należy do Was, natomiast ja ze swojej strony zachęcam do spróbowania. Kliker jest fajny, może pomóc i może być też fajną zachętą do rozwijania psich umiejętności np. przez kształtowanie, czyli zabawę z psem w ciepło-zimno, albo w nauce sztuczek.

Krzysztof Miszkiel

Spod Znaku Psa